Intensywny czas

w61Bożonarodzeniowy czas to okres niezwykle intensywny dla linii lotniczych, które mają do czynienia z dużym oblężeniem pasażerów chcących wrócić do domu na Święta. Wiele linii wprowadza wtedy dodatkowe loty, mające pokryć zapotrzebowanie na miejsca w samolotach. Od lat istnieje tendencja, że w okresie świątecznym biletu lotnicze są bardzo drogie, a ich cena często wzrasta kilkunastokrotnie. Dla nas, stewardess, czas Bożego Narodzenia to czas intensywnej pracy i większej nerwowości spowodowanej przepracowaniem. Na szczęście pasażerowie podróżujący przed Świętami do domów to pasażerowie idealni – wszyscy są w dobrych humorach, mają w sobie dużo radości i są niezmiernie sympatyczni – na pewno sympatyczniejsi niż ci podróżujący poza sezonem świątecznym.

Niestety, o ile większość aktywnych zawodowo Polaków święta spędza w swoich domach z rodzinami, o tyle stewardessy w tej kwestii mają o wiele gorzej, stewardessa Bełchatów. W tamtym roku z rodziną spędziłam tylko Wigilię, a pierwszy i drugi dzień świąt pracowałam.  W tym roku pracować będę z kolei w Wigilię, więc święta nie będą takie, jak być powinny.

Pocieszam się jedynie, że za świąteczne loty otrzymujemy dodatkowe premie. Zawsze to jakieś zadośćuczynienie.

W trakcie lotu

W te wakacje kolejny ras leciałem samolotem na zagraniczną podróż i kolejny raz miałem okazję z bliska poobserwować pracę personelu pokładowego. Praca w przestrzeni powietrznej zawsze wydawała mi się być ciekawa i pasjonująca, nie tylko ze względu na miejsca, jakie się w niej odwiedza, ale również na ludzi, jakich można spotkać i przygody, w jakich  można wziąć udział.

61Podziwiam stewardów i stewardessy, stewardessa Piła, że zawsze zachowują zimną krew, są mili dla wszystkich i do tego perfekcyjnie wyglądają bez względu na okoliczności. Wiem, co mówię, bo niemal cały lot z Poznania do Londynu moja małżonka, siedząca obok, komentowała mi na ucho wygląd pań stewardess i to, że nawet kolor lakieru do paznokci mają dopasowane pod kolor uniformu. Dobrze, że od czasu do czasu żona zamykała buzię, bo nie mógłbym spokojnie skupić myśli i zastanowić się nad pracą w samolocie.

Praca ta wydaje się mieć bardzo dużo zalet, jednak z drugiej strony jest również niebezpieczna. Tu nie chodzi nawet o wypadki, zniknięcia samolotów z radarów powietrznych czy katastrofy samolotowe, ale również o zwykły wpływ codziennego latania na zdrowie ludzkie. Takie częste zmiany ciśnienia na pewno nie są dobre dla organizmu. Słyszałem też, że długoletnie stewardessy często mają problem z zajściem w ciążę i zawód ten prowadzić może nawet do niepłodności. Jak widać nie ma zawodów idealnych. W każdym jest coś nie tak.

Prezent na urodziny

38Na dwudzieste urodziny postanowiłam zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie miałam okazji zrobić – wybrać się razem ze swoimi znajomymi na długi weekend do jakiegoś europejskiego miasta i zaszaleć tak, jak nie szalałam jeszcze w całym swoim życiu. Po wielu debatach, zastanowieniach i telefonach wykonywanych do linii lotniczych, w końcu razem z przyjaciółmi zdecydowaliśmy się polecieć do Londynu. W Londynie żadne z nas nigdy wcześniej nie było, a niektórzy z nas znali nawet nieźle angielski, dlatego nie groziło nam zgubienie się w obcym mieście i brak kontaktu z tamtejszymi ludźmi. Zamówiliśmy pokoje w jakimś motelu znalezionym w Internecie, wsiedliśmy w samolot na lotnisku w Bydgoszczy i ruszyliśmy na trzydniowy wypoczynek połączony ze zwiedzaniem i nocnym imprezowaniem.

Lot z Bydgoszczy do Londynu trwał około dwóch godzin, co z jednej strony było dość krótko, a z drugiej naprawdę długo. Nigdy wcześniej nie miałam możliwości podróżować statkiem powietrznym, dlatego bardzo stresowałam się podczas startu i kilkunastu początkowych minut lotu. Na szczęście na pokładzie samolotu znalazł się bardzo sympatyczny steward, który za każdym razem gdy przechodził obok mojego siedzenia pytał, czy już wszystko dobrze i czy nadal się stresuję. Uśmiechem i dobrym słowem starał się mnie trochę wesprzeć, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Jedna z koleżanek powiedziała mi, że zna tego stewarda, bo podobnie jak my, pochodzi z Włocławka, steward Włocławek. Jak widać znajomych można spotkać nawet w samolocie w drodze do Londynu. Nasz świat jest naprawdę mały.

Pierwszy lot

Podczas wczorajszego przelotu z Gdańska do Brukseli i z powrotem miałam okazję pracować z nową stewardessą, która do naszych linii lotniczych dołączyła niespełna miesiąc temu. W ciągu ostatniego miesiąca przechodziła wiele szkoleń, kursów i badań, ćwiczyła zachowanie na pokładzie samolotu „na sucho” aż w końcu przyszedł ten dzień, w którym została skierowana na pierwszy prawdziwy rejs samolotem, podczas którego miała obowiązek zachowywać się jak profesjonalna stewardessa pracująca w zawodzie od wielu długich lat.

35

Sama pamiętam jak to było podczas mojego pierwszego lotu, dlatego zupełnie nie dziwię się stresowi, jaki towarzyszył Ani podczas wczorajszego rejsu. Sposób postępowania i zachowania Ani w dniu wczorajszym oceniłabym na bardzo dobry, bo mimo początkowego skrępowania i zdenerwowania Ania dała radę fachowo przeprowadzić instrukcję, a do tego była bardzo miła dla pasażerów. Serwis posiłków poszedł jej nieco gorzej, jednak winą za to niepowodzenie należy obarczyć zachowanie niektórych pasażerów, którzy ogólnie mówiąc byli dość niemili.

Jestem przekonana, że za parę tygodni, gdy Ania na dobre wdroży się w pracę stewardessy, stewardessa Gdańsk, praca w powietrzu będzie jej sprawiała wiele przyjemności i będzie w niej bardzo dobra. Oczywiście nie taka dobra jak ja, ale nadal dobra. Życzę jej wielu przyjemnych rejsów i minimalnej liczby problematycznych sytuacji i trudnych pasażerów.

Pełen profesjonalizm

W zawodzie stewardessy muszę być profesjonalna w nie mniej niż stu procentach. Na kilku szkoleniach przygotowujących do obsługi pasażera i pracy z członkami załogi nauczono mnie, że decyzje podejmowane w przestrzeni powietrznej mają bezpośredni wpływ nie tylko na mnie i na członków załogi samolotu, lecz również na dziesiątki pasażerów znajdujących się na pokładzie statku powietrznego. Wystarczy jedno nieodpowiednie zachowanie, by w sercach pasażerów zrodził się niepokój, który dzieli zaledwie jeden niewielki krok od paniki dezorganizującej cały lot.

30Scenariusz zachowania w samolocie każdy steward czy stewardessa ma na stałe wbite w swoją głowę, stewardessa Zielona Góra. Wylot rozpoczyna się z chwilą, gdy na pokładzie witamy pierwszych pasażerów. Witamy stojąc tuż przy wejściach i każdemu z osobna mówimy „dzień dobry” lub „dobry wieczór” w zależności od godziny wylotu. Pasażerowie są naszymi gośćmi, dlatego mamy obowiązek jako pierwsi wypowiedzieć słowa powitania.

Po zajęciu miejsc przez pasażerów przechodzimy do prezentacji wyjść ewakuacyjnych, obsługi maseczek z tlenem i kamizelek rachunkowych. Po tym procederze następuje dokładne zamknięcie drzwi samolotu, przypomnienie o umieszczeniu bagażu podręcznego w lukach nad głowami pasażerów i zapięciu pasów. Gdy wszystko jest zrobione samolot i jego załoga są przygotowani do startu.

Pozmieniało się

Bardzo współczuję sąsiadowi z dołu, którego żona pracuje jako stewardessa Wałbrzych i przez większą część miesiąca przebywa poza domem. Nie wiem co to się porobiło w tych czasach, żeby mężczyźni byli zdani sami na siebie, a ich żony latały (dosłownie i w przenośni) z miejsca na miejsce, zamiast zająć się domem, dziećmi i mężem. Za moich czasów było nie do pomyślenia, żeby to mąż zajmował się domem, gotował, prał, sprzątał i prasował. W dzisiejszych czasach wszystko się pozmieniało, a ja uważam, że te zmiany wcale nie są takie dobre.

29Jestem już starą kobietą, która niejedno w swoim życiu przeszła i widziała, dlatego wiem co jest w życiu dobre, a co nie. Mąż bez żony chodzący po sąsiadkach na obiady na pewno nie jest dobrym zjawiskiem, i o ile ja przyjmuję Jurka typowo po sąsiedzku i traktuję go jak wnuka, o tyle inne sąsiadki z naszej klatki, zwłaszcza te samotne, ostrzą już sobie na Jureczka zęby. Ja wiem co gada ta spod dwójki lub ta spod szóstki – cały dzień siedzę w domu i nawet gdy nie chcę to słyszę o czym rozmawiają pod mieszkaniem sąsiadki. Złożyło się akurat tak, że mieszkam pod siódemką, czyli akurat obok tej kobiety, która chętnie wyrwałaby Jurka z rąk jego żony i na stałe serwowała mu obiady.

Nie przepadam za żoną Jurka, ale tylko dlatego, że zdecydowała się na zajęcie, które zupełnie nie pasuje do kobiety. Mimo mojej niechęci nie życzę jej źle, dlatego gdy tylko wróci z kolejnej podróży, wybiorę się do niej na herbatę i powiem co mi leży na sercu. Może mnie wyrzucić, wyzwać lub znienawidzić, ale ja przynajmniej będę miała poczucie, że spełniłam swój sąsiedzki i chrześcijański obowiązek.

Jedzenie w samolocie

Każdy kto podróżował kilka razy samolotem na pewno miał wątpliwą przyjemność przekonać się co to znaczy jedzenie serwowane w samolocie. Wiele razy podczas długotrwałych podróży byłem tak głodny, że chcąc nie chcąc musiałem zdecydować się na zamówienie jakiegoś dania i niemal za każdym razem trafiałem na coś, co albo było zbyt zimne, albo niesmaczne, albo zwyczajnie niezjadliwe. Od kiedy trafiłem na jakiś podejrzany makaron z sosem bolognese, przestałem eksperymentować z jedzeniem i zamawiam wyłącznie ciepłe kanapki z szynką i dodatkami. Nie chciałbym nabawić się niestrawności tylko dlatego, że mój żołądek po kilku godzinach lotu woła o napełnienie.

28Najgorsze jest to, że stewardessy obsługujące lot nigdy nie chcą mi powiedzieć czy dane danie jest zjadliwe, czy nie będę miał po nim jakichś rewolucji w układzie pokarmowym i czy jest smaczne. W opinii wszystkich członków załogi dania serwowane w samolocie są zawsze smaczne, świeże i zadowalające dla klientów. Na wspomniany makaron, po którym zmieniłem swoje podejście do jedzenia w samolocie, natknąłem się podczas lotu z Katowic do Pragi, a stewardessa pochodząca z Częstochowy, która polecała mi to danie (stewardessa Częstochowa) nawet słowem nie wspomniała o tym, że ani wyglądem ani smakiem nie przypomina ono zwykłego bolognese, nawet tego z paczki.

Za tydzień wybieram się w kolejną podróż samolotem i zapobiegawczo mam zamiar zabrać ze sobą parę kanapek przygotowanych w domu. Może nie będą zbyt świeże i pyszne, ale na pewno nie wywołają żadnych negatywnych skutków.

Przykazania stewarda

26Wczoraj natknąłem się na bardzo ciekawy savoir vivre dla stewardess wyszczególniający 7 przykazań dobrej stewardessy. Jako, że z zawodem stewarda jestem zaznajomiony, bo jeden z moich kolegów lata w liniach lotniczych WizzAir, a dodatkowo ja sam wiele razy korzystałem z tego środka transportu, postanowiłem poświęcić parę chwil na przeanalizowanie przykazań i zastanowienie się czy u wszystkich znanych mi stewardów i stewardess zaobserwowałem trzymanie się tych zasad, steward Toruń.

  1. Dobry steward powinien pamiętać, że każdy pasażer ma prawo się bać, a nawet zapłakać. Lot samolotem, zwłaszcza ten pierwszy może być bardzo stresującym przeżyciem nie tylko dla ludzi, którzy boją się latać. Pasażerowie w stresujących sytuacjach mogą się zachowywać dość specyficznie i nie do końca tak, jak jest to oczekiwane.
  2. Nie wszyscy znajdujący się na pokładzie pasażerowie znają slang, jakim posługuje się załoga, dlatego czasem stewardzi powinni powtarzać coś kilkakrotnie, aż do skutku.
  3. Powitanie zawsze wypływa z ust załogi samolotu – to pasażerowie są gośćmi stewardów i stewardess, a nie odwrotnie.
  4. W swojej pracy stewardzi zachowują spokój i opanowanie – nie śmieją się z nieznajomości zasad podróżowania samolotem wśród pasażerów. Problemy z otwarciem toalety czy spuszczeniem wody nie są powodem do śmiechu.
  5. Przechodzenie się po pokładzie jest niezbędne nie tylko w trakcie serwisu, ale też po nim. Zawsze może zdarzyć się sytuacja, że któryś z pasażerów będzie potrzebował dodatkowych informacji lub zechce zamówić coś z menu.
  6. Szacunek na pokładzie to podstawa, i to nie tylko w stosunku do pasażerów, ale również do innych stewardów i stewardess.
  7. Uśmiech jest najprostszym narzędziem do uzyskania wysokiego zadowolenia pasażerów.

 

Jak sobie radzić?

Po niektórych rejsach mam tak zszargane nerwy, że najchętniej wróciłabym do domu i nigdy więcej nie oglądała żadnego lotniska. Jak można się spodziewać, przyczyn mojego złego humoru szukać należy w pasażerach, którzy swoim zachowaniem doprowadzają mnie do granic wytrzymałości, a ja, jako stewardessa Kielce muszę zachowywać pozory spokoju i nie dać się wyprowadzić z równowagi.

18Podczas ostatniego rejsu, który nadzorowałam, na pokładzie znajdowało się kilku bardzo rozrywkowych mieszkańców mojego rodzinnego miasta, którzy zachowywali się tak, jakby przyszli do baru na piwo, a nie lecieli samolotem. Na strefie bezcłowej wyposażyli się we własne butelki alkoholu i sok do zapijania, dlatego już po niespełna godzinie od startu z tyłu samolotu dobiegały do mnie głośne wybuchy śmiechu i niecenzuralne żarty. Za każdym razem gdy przechodziłam obok rozochoconej grupki mężczyzn słyszałam pod swoim adresem różne, nieprzyzwoite komentarze, na które wolałam nie reagować. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jaka to jestem wzniośle oziębła i że któryś z pasażerów chętnie mnie ogrzeję.

Po pewnym czasie rozmowy kłopotliwych pasażerów stały się na tyle nieprzyjemne, że pozostali pasażerowie zaczęli się na nich uskarżać i prosić o ich uciszenie. Parę razy poprosiłam głośne towarzystwo o cichszą wymianę zdań, jednak po kilku minutach rozmów półszeptem wszystko wracało do normy, a cały tył pokładu aż wrzał od donośnych krzyków i śmiechów. To zdecydowanie była jedna z najmniej przyjemnych podróży w moim życiu.

Na zawołanie

Mieszkam w centrum Chorzowa, odległym o około 30 km od miejsca, w którym pracuję, czyli od lotniska Pyrzowice. Gdy podpisywałam umowę o pracę, zgodnie z którą stawałam się stewardessą polskich linii lotniczych musiałam podpisać zobowiązanie, zgodnie z którym w nagłych sytuacjach będę w stanie w ciągu godziny dotrzeć ze swojego miejsca zamieszkania do lotniska, stewardessa Chorzów. Mając nadzieję, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie, podpisałam zobowiązanie i liczyłam na brak konieczności sprawdzenia czy w godzinę jestem w stanie wydostać się z aglomeracji i dotrzeć do Pyrzowic.

13Niestety, nieco ponad dwa miesiące od pierwszego lotu poza granice naszego kraju, podczas niedzielnego obiadu z rodziną nagle otrzymałam telefon o konieczności niezwłocznego dotarcia na lotnisko. W pierwszej chwili nie wiedziałam co mam robić, gdzie się ruszyć i co ze sobą zabrać. Po kilku głębszych oddechach udało mi się uspokoić oszalałe serce i przeanalizować sytuację. Byłam w połowie obiadu zupełnie nie przyszykowana do wyjazdu, mój uniform leżał zwinięty w szafie czekając na wyprasowanie, a walizka z najpotrzebniejszymi rzeczami była rozpakowana. W jednej chwili zrozumiałam, że bez pomocy rodziny nie uda mi się zdążyć na lotnisko, dlatego odegnałam wszystkich od stołu i rozdzieliłam zadania. Podczas gdy ja brałam szybki prysznic, a następnie suszyłam włosy, moja mama prasowała mi uniform, tata wyprowadzał auto z garażu, a siostra pakowała najpotrzebniejsze rzeczy. Akcja „wyjazd” przebiegła bardzo sprawnie i mimo dość dużych korków na lotnisko dotarłam pięć minut przed czasem.